Talerze z otrąb. Zmienił stuletnie młyny w fabrykę biodegradowalnych naczyń

Jerzy Wysocki był młynarzem z dziada pradziada. Młyny w Zambrowie i Giżycku należały do jego rodziny, która prowadziła je od ponad 100 lat. Był największym przedsiębiorcą w północno-wschodniej Polsce. Niestety kiedyś kwitnący biznes,w dzisiejszych czasach stał się utrapieniem dla pana Jerzego. Rachunek zysków i strat był przerażający: już kilka lat temu miesięcznie tracił nawet od 200 do 300 tysięcy złotych. Firmy w całej Polsce bankrutowały jedna za drugą, a dawne zakłady państwowe wykupowali Niemcy. Oprzeć się temu mógł jedynie potentat branży, właściciel Bakomy oraz marki Mąki Szymanowskiej – Zbigniew Komorowski – były poseł PSL oraz jeden z najbogatszych Polaków. Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, a wielu ludzi traciło pracę w zawodzie. Mniejsze firmy młynarskie plajtowały, co spowodowało strach przed bezrobociem również u Wysockiego. Wizje bankructwa były bardzo realne, albowiem 1,25 zł/kg to cena najlepszej mąki tortowej już na półce w supermarkecie. Aby nie dokładać do biznesu, Pan Jerzy musiałby sprzedawać mąkę po ok. 1,50 zł/kg. Nie mogąc zapędzić się w kozi róg, zaczął szukać wyjść awaryjnych, postanowił zrealizować jeden ze swoich wcześniejszych pomysłów – zagospodarowanie odpadów. W tym przypadku otrąb. Ten odpad jest zmorą każdego młynarza, nikt nie jest chętny do jego kupna – większość skierowana jest do utylizacji, a pozostała część to pokarm dla bydła. Na sam pomysł wykorzystania otrąb Wysocki wpadł już ponad 10 lat temu, „Jak otręby zmieszać z wodą, to czasem powstawały twarde grudy. Tak wpadłem na pomysł, żeby robić z tego naczynia do grilla” – opowiada przedsiębiorca. Jego eksperymenty trwały 5 lat : ile otrąb, ile wody, jak dużo pary wodnej i pod jakim ciśnieniem wszystko sprasować, żeby uzyskać trwały i satysfakcjonujący efekt. Do wszystkiego dochodził metodą prób i błędów. Sam również skonstruował maszyny do produkcji talerzy. Talerz jest gładki, twardy, ale lekki i nie rozmięka pod wpływem ciepłego jedzenia. „Po posiłku można go zwyczajnie schrupać jak wafelek. Na lepsze trawienie, bo to bomba z błonnika” – zachwala swój produkt Wysocki. W międzyczasie zdobył 3 patenty chroniące technologię i wyrób na całym świecie. Z pomocą rozwinięcia inwestycji przyszła spółka Aston Investments- powołana w celu rozpowszechnienia tej unikalnej technologii produkcji na skalę krajową, a następnie globalną.

„Trwa montaż maszyn. Zamierzamy produkować 15 mln sztuk naczyń rocznie. Wkrótce podpiszemy umowy z dwoma dużymi sieciami sklepów ekologicznych, ale zapytania nadchodzą już z całego świata” – mówi Małgorzata Then ze spółki Aston Investments, która chce skomercjalizować wynalazek polskiego młynarza.
W dzisiejszych czasach mamy do czynienia z ogromną konkurencją na rynku pracy. Zdarza się, że świeżo otwarte firmy szybko bankrutują, a na ich miejsce pojawiają się nowe. Przyczyną tego procesu często jest brak doświadczenia ze strony młodych ludzi, którzy czują presję rozwoju zawodowego. XXI wiek to stała gonitwa za tym, aby być lepszym od konkurencji, znajomych a nawet rodziny. Coraz trudniej znaleźć pełen etat i pracę, która jednocześnie będzie pasją. Współczesny rynek oferuje pracę na czarno, umowy śmieciowe bądź bezpłatne staże. Socjologowie znaleźli nawet odpowiednie określenie na tą grupę społeczną, nazywają ją : „generacją prekariatu” (prekariusz – pracujący na podstawie elastycznych form zatrudnienia ). Jeszcze kilkanaście lat temu ludzie wyuczeni w konkretnym zawodzie, pracowali w nim przez mniej więcej 20 lat, dzisiaj młody człowiek wielokrotnie zmienia miejsce pracy przed czterdziestką.

Poprzez niesamowity rozwój technologiczny w ostatnim czasie pojawiło się mnóstwo nowych zawodów, które wymagają zupełnie nowych kompetencji związanych z potrzebami współczesnego człowieka. Dlatego spotykamy się z tzw. problemem „przekwalifikowania” i naborem nowych umiejętności przez ludzi starszych, dla których emerytura nie jest płacą wystarczającą. Osoby w podeszłym wieku, często po przejściach tracą nadzieję i poczucie wartości. W celu zdobycia dodatkowych kilku „groszy” chwytają się prac dodatkowych, które nie zawsze są lekkie i satysfakcjonujące. Najczęściej osoby starsze możemy spotkać na takich stanowiskach jak: sprzątaczka, sprzedawca, opiekunka czy ochroniarz.
Niestety, jak kiedyś tak i dziś walka o pracę to podstawowy element życia codziennego. To samo możemy powiedzieć o kreatywności. Aby zaistnieć i mieć z tego dobre korzyści podstawą jest głowa pełna pomysłów, chęć pracy i chęć rozwoju osobistego. Jedną z zasad każdego prawdziwego Polaka jest zawziętość, pokazanie innym, że nie poddamy się po pierwszej porażce. Jeśli los zsyła masę niepowodzeń powinniśmy szukać nowych, innowacyjnych rozwiązań. Ludzie z wiekiem tracą nadzieję na swoją przyszłość, jednak jak udowodnił nam Jerzy Wysocki – wiek nie jest przepaścią nie do przeskoczenia. On sam w sobie jest niesamowitym przejawem przedsiębiorczości, osobą, która wciąż wprowadza coś nowatorskiego i szuka wielu dróg na poprawienie swojego bytu.
Produkt Jerzego Wysockiego może stać się dużym przełomem w branży ekologicznej, szczególnie w państwach takich jak Niemcy czy Norwegia, które przywiązują duża wagę do tej dziedziny. Miejmy też nadzieję, że pomysł młynarza oraz jego upór w dążeniu do celu będzie motywacją dla innych, którzy boją dzielić się swoimi marzeniami szczególnie będąc w sile wieku!

AO

Wielka oskarowa noc. Polska Ida z Oskarem!

To fantastyczna noc dla polaków i polskiego kina. W kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny główną nagrodę Akademii Filmowej otrzymał film Ida w reżyserii Pawła Pawlikowskiego, w którym role pierwszoplanowe grają Agata Trzebuchowska oraz Agata Kulesza. Scenariusz to wspólna praca reżysera – Pawła Pawlikowskiego i Rebecca Lenkiewicz wyprodukowany przez Opus Film.

Oskara z rąk Nicole Kidman odbierał Paweł Pawlikowski i chwilę później stwierdził: „Nie wiem jak się tu dostałem, zrobiłem czarno-biały film o potrzebie spokoju, wycofania ze świata i kontemplacji. I oto jestem, w tym zgiełku, w centrum światowej uwagi”. „To fantastyczne, życie jest pełne niespodzianek”- dodał.

Film Ida jest dramatem psychologicznym – historią powojennych losów społeczności żydowskiej w Polsce. Czarno-biały obraz, w zdjęciach Łukasza Żala i Ryszarda Lenczewskiego – również nominowanych do Oskara przedstawia wędrówkę w poszukiwaniu prawdy o przodkach siostry zakonnej- filmowej Idy i sędzi okresu Polski Ludowej.

Ida ma już na koncie takie polskie nagrody jak: – Orły, w tym dla najlepszego filmu, Złotej Żaby na Festiwalu Camerimage oraz pięciu Europejskich Nagród Filmowych m.in dla najlepszego filmu europejskiego oraz laureatem za najlepszy film nieanglojęzyczny Brytyjskiej Akademii Filmowej. Obraz zdobył też nominacje za najlepszy film zagraniczny do Złotych Globów, nagrody Goya, Satelita, Independent Spirit Awards, David di Donatello, Guldbagge.

"The Woman In The Fifth" And "Grazia E Furore" Premiere - 6th International Rome Film Festival
Reż. Paweł Pawlikowski
scena z: Agata Trzebuchowska, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA
Aktorka Agata Trzebuchowska
Agata Kulesza copy. gala
Aktorka Agata Kulesza

 

Dobrego oskarowego dnia życzymy wszystkim miłośnikom kina i innym cieszącym się z wielkiego sukcesu twórców Idy.

 

Pomysł na Walentynki pilnie poszukiwany! 6 sposobów jak można je spędzić

Dzień zakochanych zbliża się wielkimi krokami. Jesteś spanikowany/a bo nie wiesz co masz dać swojej drugiej połówce. Nie martw się my Ci pomożemy!
Najlepiej zainwestować ww wrażenia, bo one pozostają w pamięci najdłużej, a czasem nawet na zawsze.
Oto kilka propozycji na spędzenie wyjątkowego walentynkowego dnia z ukochaną osobą…

Startujemy:

1. Nierealny Teatr Realium (Lublin)

realium wearepl

Jeśli lubicie się śmiać, to propozycja Teatru Realium ,, Komedie Walentykowe,, będzie dla Was idealna. Teatr Realium rzuca nowe światło na święto wszystkich zakochanych. Walentynki ukazane w krzywym zwierciadle zwariowanych skeczy kabaretowych, amerykańskich komedii teatralnych, impro oraz muzyki na żywo ubawią was do łez.

2. Walentynkowe Muzeum Narodowe

muzeum narodowe warszawa wearepl

Muzeum Narodowe w Warszawie też was nie zawiedzie. Jedną z wielu atrakcji jest odkrywanie znanych historii miłosnych w dziełach twórców z różnych epok. A to wszystko w ramach wykładu Urszuli Król – „Literackie historie miłosne na płótnach wielkich malarzy”. Tego dnia będziecie mogli zafascynować się losami najbardziej gorących kochanków w historii literatury! Specjalnie z okazji Walentynek Muzeum przedłuża swoje godziny otwarcia i wszystkie wystawy będzie można oglądać aż do godziny 21.00.

4. Boylesque

Boylesque Show walentynki wearepl warszawa

Jeśli Twój mężczyzna jest tolerancyjny, możesz się z nim wybrać na męską burleskę Boylesque Show do Teatru Druga Strefa w Warszawie. Jest to pierwszy w Polsce, pełnowymiarowy spektakl męskiej burleski z udziałem pięciu artystów oraz niekwestionowaną królową i pionierką burleski w Polsce – Betty Q.

5. Nie lada czekolada

manufaktura przyjemności wearepl

A może lubicie zatapiać usta w aksamitnej czekoladzie i fascynuje Was technologia produkcji tego boskiego pokarmu. Jeśli tak to koniecznie wybierzcie się na warsztaty do Manufaktury Czekolady w Łomiankach. Jedynie tam zrobicie swoją własną czekoladę od ziarenka do tabliczki. Warsztaty odbędą się 14 lutego o godzinie 16.

6. Bal Samotnych Serc

Bal_Samotnych_Serc_w_Rege wearepl walentynki

Nie masz drugiej połówki z którą mógłbyś/mogłabyś świętować Walentynki. Nic jeszcze straconego! Klub Regeneracja w Warszawie dzień przed Walentynkami organizuje Bal Samotnych Serc, dla wszystkich tych, którzy pragną poznać swoją drugą połówkę. Przy wejściu na imprezę na wszystkie Panie i Panów będą czekać osobne kotyliony, a dla tych, którzy tego wieczoru odnajdą swoją parę przygotowano darmowe drinki w barze.

Wesołego Walentego!
K.H.

11-letnia dziewczynka z naukowcami z WAT-u i rekordem Guinnessa na lodzie! Polacy znów pozytywnie zaskakują świat!

Co łączy 11-letnią Polkę, rekord Guinnessa i naukowców z Wojskowej Akademii Technicznej? Olivia Rybicka – Oliver pobiła 19 stycznia na Stadionie Narodowym rekord Guinnessa i rekord świata w kręceniu piruetów na lodzie w ciągu 1 minuty. Do pomiaru obrotów użyto aplikacji, którą specjalnie na tę okazję stworzyła grupa naukowców z WAT.

Poprzedni rekord należał do 26-letniej Rosjanki Natalii Konnonikowej. W 2006 roku na arenie Rockefeller Center w Nowym Jorku udało jej się wykonać 308 obrotów na minutę.
Polce udało się pobić wynik Rosjanki. Po dokonaniu pomiarów okazało się, że w ciągu minuty wykręciła 342 obroty. Olivia tak komentowała pobicie rekordu – „Jestem bardzo szczęśliwa. Ostatnio trenowałam pięć razy w tygodniu po trzy godziny dziennie. Opłaciło się”. 11-latka już siedem lat temu odkryła u siebie talent łyżwiarski, zaś profesjonalnie trenuje od 4 lat.
Na plecach Olivii umieszczono specjalny nadajnik, który monitorował piruety. Techniczne zaplecze do pobicia rekordu zapewnili naukowcy z WAT, projektując specjalnie na tę okazję aplikację z sensorem.
Jest to bardzo specyficzne narzędzie, jednak może mieć też zastosowanie w przyszłości w życiu codziennym np. będzie mogło służyć do kalibracji gramofonów. Dzięki niemu słuchacz będzie mógł cieszyć się najwyższej jakości muzyką – powiedział major Mariusz Chmielewski.

Naukowcy z Wojskowej Akademii Technicznej mieli za zadanie zaprojektować urządzenie, które zmierzy liczbę obrotów wykonanych w powietrzu przez łyżwiarkę. Do tej pory nie było tego typu urządzenia, a żaden producent nie chciał podjąć się produkcji tylko jednego egzemplarza. Sprawa była o tyle skomplikowana, że bez odpowiedniego sprzętu, pomiar nie mógłby się odbyć, czyli próba pobicia rekordu skończyłaby się jeszcze zanim Olivia weszłaby na taflę lodowiska.

Wyzwanie podjął zespół z Wojskowej Akademii Technicznej, dowodzony przez majora Mariusza Chmielewskiego z Wydziału Cybernetyki. Stworzono nawet specjalną aplikację na smartfona, dzięki której można było uzyskać informację, czy rekord został pobity.
Co więcej, całemu eventowi przyświecał szczytny cel. Jego organizatorem była Fundacja Dziecięca Fantazja, wspierająca dzieci nieuleczalnie chore lub z chorobami zagrażającymi życiu. Dzięki Olivii, zysk z akcji pobijania rekordu Guinnessa na Stadionie Narodowym, zasilił konto Fundacji i umożliwił spełnienie marzeń chorych dzieci. Ta młodziutka Polka na co dzień mieszka w Kanadzie. Wszyscy jesteśmy pod wrażeniem jej odwagi i determinacji. Życzymy dalszych sukcesów sportowych i społecznych!

MM

Kujawsko-Pomorskie otwiera się na startupy!

Już niedługo powstaną tam aż trzy inkubatory przedsiębiorczości – we Włocławku, Toruniu i Bydgoszczy. To znaczące wydarzenie na polskiej mapie start up’owego świata i solidne wsparcie dla regionu. Pierwsze Inkubatory Przedsiębiorczości powstawały w Polsce jeszcze zanim wstąpiliśmy do Unii Europejskiej. Na przestrzeni lat ich popularność wzrastała wraz z możliwościami. Obecnie można je spotkać w każdym większym polskim mieście. 

Czym są Inkubatory Przedsiębiorczości?
Jest to rozwiązanie dla nowo powstających firm (nie starszych niż rok), o dużym potencjale, istotnych z perspektywy lokalnego rynku i tworzących nowe stanowiska pracy. Celem projektu jest stworzenie udogodnień umożliwiających rozwój firmom, start up’om, które nie byłyby w stanie funkcjonować bez pomocy na początkowym etapie działalności. Aby móc skorzystać z dobrodziejstw Inkubatorów należy zakwalifikować się do programu. Każda placówka posiada odrębną politykę naboru, dostosowaną do panujących warunków w regionie. Dodatkowo kandydat powinien posiadać biznesplan, być w stanie generować zysk, odprowadzać podatki i zatrudniać maksymalnie 5 osób. Nie ma stałych zasad co do rodzaju prowadzonej działalności, preferowana branża to usługi bądź produkcja. Okres pobytu w Inkubatorze to 3-5 lat. Sugeruje się, że po takim czasie firma jest w stanie funkcjonować samodzielnie. Z czysto praktycznego punktu widzenia, przedsiębiorstwa objęte programem Inkubatorów mogą liczyć na elastyczny system najmu powierzchni – stawki za metr są w 70% niższe od cen rynkowych – średnio o 46,7%. Wszystko zależy od statusu firmy. Nowi członkowie mogą liczyć na wiele udogodnień, a w tym brak opłat na początku działalności w Inkubatorze, następnie stopniowy ich wzrost.
Ogromnym wsparciem dla Regionalnych Inkubatorów Przedsiębiorczości i ich rozwoju są dotacje z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Według raportu dotyczącego innowacyjności w Polsce w 2014 „identyfikuje się w Polsce 176 aktywnych ośrodków innowacji i inkubatorów przedsiębiorczości (w tym 130 ośrodków innowacji), które funkcjonują w ramach 137 instytucji prowadzących.”*
Najwięcej Inkubatorów znajduje się na południu Polski. Mazowsze wypada najsłabiej.

Co ciekawe, większość ośrodków zlokalizowanych jest w Polsce południowej, ponieważ ok 41%, na północy jedynie 21%. Pozostałe 38% to ośrodki działające w Polsce centralnej. Na każdym z obszarów można określić regionalnego lidera. Na południu jest to województwo śląskie, w centrum wielkopolskie, na północy zachodniopomorskie.

Koncentrując się bardziej na województwie kujawsko-pomorskim, gdzie dzięki pomocy z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, otwarte zostaną 3 inkubatory w strategicznych miastach regionu – Bydgoszczy, Włocławku, Toruniu, można wysnuć tylko pozytywne wnioski dla całego regionu. Sytuacja w kujawsko-pomorskim nie jest zbyt korzystna dla młodych przedsiębiorców. Jest to drugie (zaraz po warmińsko-mazurskim) województwo z najwyższą stopą bezrobocia wynoszącą około 15,4 % (Włocławek ok. 19%, Toruń 9%, Bydgoszcz 8%). Liczba mieszkańców to lekko ponad 2mln, zaś liczba firm oscyluje wokół 200 tys. Biorąc pod uwagę już tylko te dane, w kujawsko-pomorskim potrzebna jest zmiana na rynku pracy.
Inkubatory stanowią poważne wsparcie dla start upo’wców, dla studentów i absolwentów. Z tego powodu projekt cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Z drugiej strony, dzięki powstającym Inkubatorom Przedsiębiorczości, zabytkowe i niezagospodarowane budynki, zyskają nowe życie. Już w tym roku Bydgoszcz, Włocławek i Toruń otrzymają prawdziwy zastrzyk start up’owej energii. Zyskają nowe placówki wraz z infrastrukturą techniczną, wyposażeniem niezbędnym do pracy, w tym nie tylko biura, ale też sale konferencyjne i wypoczynkowe. Dzięki temu, że Regionalne Inkubatory Przedsiębiorczości oferują profesjonalne usługi doradcze wraz z bazą szkoleniową i warsztatową, a program obejmuje nawet wsparcie administracyjno-prawne, młodzi przedsiębiorcy będą mieli ułatwiony start z własnym pomysłem na biznes.

Gdzie powstaną 3 Regionalne Inkubatory Przedsiębiorczości?

W Bydgoszczy Inkubator będzie znajdował się w zabytkowym poszpitalnym budynku o powierzchni 555 metrów. W obiekcie znajdzie się 14 biur, sala konferencyjna, pomieszczenia socjalne, wypoczynkowe, techniczne i magazynowe. Całkowita wartość inwestycji to ok. 6,2 mln zł, z czego ponad 2,5 mln pochodzi z RPO (Regionalnego Programu Operacyjnego) Województwa Kujawsko-Pomorskiego.

W toruńskim Inkubatorze znajdzie się m.in. 27 biur, dwie sale konferencyjne, dwa biznesroomy i pomieszczenia socjalne. Kujawsko-Pomorski Fundusz Pożyczkowy oraz Kujawsko-Pomorska Agencja Innowacji będą pierwszymi lokatorami tej placówki. Projekt szacuje się na 14,3 mln zł, uzyska unijne dofinansowanie w wysokości ok. 4,1 mln zł.

We Włocławku na Inkubator wybrano budynek po szkole muzycznej i przychodni medycyny pracy, w którym funkcjonować będzie 17 biur o łącznej powierzchni 430 metrów kw. Koszt inwestycji wyniesie 6,6 mln zł, z czego ponad 2,7 mln stanowią środki z RPO.
Koncepcja Inkubatorów Przedsiębiorczości jest rentowna i przynosi profity w stosunkowo krótkim czasie. Wsparcie udzielane firmom owocuje zdobywanymi przez nie nagrodami i wyróżnieniami. Według raportu na temat innowacyjności, 65 wspieranych firm w parkach i inkubatorach zdobyło laury w różnych krajowych konkursach, a 8 również w międzynarodowych. Nam nie pozostaje nic innego niż trzymać kciuki za powstające ośrodki, życzyć sukcesów przedsiębiorstwom „wykluwającym się” z Inkubatorów!

MM

*Na podstawie „Ośrodki innowacji w Polsce (z uwzględnieniem inkubatorów przedsiębiorczości). Raport z badania 2014” PARP/ www.pi.gov.pl

Polacy liderami na rynku aplikacji – Kinetise

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak można stworzyć aplikację? A może wydawało Wam się to zbyt skomplikowane i czasochłonne? Polacy znaleźli na to sposób. Stworzyli Kinetise – kreator aplikacji mobilnych na systemy IOS, Android i Windows Phone, dzięki któremu stworzycie aplikację w mniej niż 24 godziny.

Artykuł został opublikowany na portalu Pierwszy Milion

Z perspektywy użytkownika sprawa jest bardzo prosta. Rejestracja jest darmowa, a aplikację projektuje się w przeglądarce, w trybie graficznym. Właściwie nie jest nawet do tego potrzebny programista, choć wskazane jest zatrudnienie grafika. Wszystkie elementy aplikacji projektuje się krok po kroku w kreatorze.
Dostępne są szablony, więc jeśli chcemy stworzyć aplikację dla konferencji, restauracji czy sportowej ligi, a nie mamy przy tym zbyt wygórowanych wymagań, sprawa będzie jeszcze prostsza. Jednak twórcy Kinetise deklarują, że stworzenie nawet bardziej zaawansowanych aplikacji, przy których nie będziemy posiłkować się gotowymi szablonami, nie powinno trwać dłużej niż 24 godziny.
Samo projektowanie i podgląd aplikacji są darmowe. Kinetise nie ogranicza bowiem w żaden sposób dostępu do kreatora, a aplikację w przeglądarce możemy testować w nieskończoność. Biznes pojawia się, gdy chcemy aplikację skompilować i opublikować w sklepach. Wtedy dopiero pojawi się opłata. Ale jednorazowa, bo najważniejszą zaletą Kinetise jest to, że umożliwia tworzenie aplikacji równocześnie na iOS, Androida i Windows Phone. I wszystkie trzy wersje zostaną równolegle wysłane do odpowiednich sklepów.

Wspólny mianownik

Wszystko zaczęło się od Billa Gatesa. Współzałożyciel i były prezes Microsoftu powiedział kiedyś, że świat dąży do tego, by wszystkie gadżety zbiegły się do jednego urządzenia. Telefonu komórkowego.
Uwierzyłem w tę wizję – przyznaje Piotr Pawlak, pomysłodawca Kinetise.
Był rok 2006. Na rynku telefonów komórkowych królowała Nokia, najpopularniejszym systemem operacyjnym był Symbian, a iPhone miał pojawić się dopiero rok później. Założona przez Pawlaka spółka Fun and Mobile początkowo specjalizowała się więc w marketingu mobilnym – głównie w konkursach SMS-owych, później tworzyła aplikacje na Symbiana, m.in. dla Onetu, Nestlé i brytyjskiego „Guardiana”.
Wraz z rozwojem rynku Fun and Mobile ewoluował z agencji marketingu mobilnego w software house, wykonujący zlecenia dla klientów krajowych i zagranicznych. W gronie tych pierwszych jest m.in. polski oddział Hyundaia, który zamówił aplikację na iPada dla sprzedawców. Zetknął się z nią każdy, kto pytał w salonie o nowy model auta tej marki. Innym dużym projektem był system CRM dla pewnego giganta z branży FMCG, dla którego firma stworzyła nie tylko aplikację na iPada, ale także serwery zbierające i przetwarzające dane, wykorzystywane przez handlowców z 80 krajów świata.

Projektów było znacznie więcej, a z każdym kolejnym Piotr Pawlak utwierdzał się w przekonaniu, że wszystkie są tak naprawdę do siebie podobne.
– Doszliśmy do wniosku, że pewne procesy da się zautomatyzować – wspomina. A skoro można ułatwić pracę własnej firmie, dlaczego nie spróbować zaoferować tego publicznie?
Prace nad stworzeniem narzędzia, które miało przyspieszyć tworzenie aplikacji, trwały cztery lata. Czasochłonne było programowanie, ale też prace koncepcyjne.
– Na początku nie byliśmy pewni, jakie funkcje chcemy mieć w Kinetise – wspomina Piotr Pawlak.
I właśnie dlatego pierwsze dwa prototypy wylądowały w koszu. Programowanie ostatecznej trzeciej wersji rozpoczęło się w styczniu 2013 roku.

Produkt, nie usługa

Przez cały czas Kinetise był dla Fun and Mobile projektem pobocznym. Działalność firmy finansowały i cały czas finansują zlecenia od klientów, którzy potrzebują wykonania konkretnej aplikacji, z reguły dość skomplikowanej. To solidny biznes. Choć obecnie Kinetise zajmuje się ok. 20 pracowników, czyli połowa firmy, Piotr Pawlak deklaruje, że Fun and Mobile ani przez chwilę nie miało z tego powodu problemów z płynnością finansową. Rozwój kreatora oraz całego przedsiębiorstwa cały czas finansują realizowane dla klientów projekty. Przyznaje jednak, że ma nadzieję, iż sytuacja ta się odwróci.
– Software house to fajna działalność i projekty. Rozwijamy się, zatrudniamy coraz więcej pracowników i wszyscy są zadowoleni. Ale to są usługi – mówi.
Problem z usługami jest taki, że aby na nich zarabiać, trzeba cały czas je świadczyć.
– Oczywiście nie jest tak, że od raz stworzonego produktu można wiecznie odcinać kupony – wyjaśnia pomysłodawca Kinetise i wskazuje, że np. pojawił się nowy system iOS 8, który wymusił zmiany w aplikacjach na iPhone’a.
Ale zarabianie po jego wydaniu nie wymaga już tak dużego zaangażowania twórcy.
Kolejna korzyść to cena. Stworzenie aplikacji w kreatorze jest znacznie tańsze od zlecenia wykonania jej wyspecjalizowanej firmie. I choć Piotr Pawlak liczy się z tym, że Kinetise będzie produktem, który odstraszy od jego firmy część klientów, a inni zapłacą mu mniej niż za zrobienie aplikacji od zera, ma nadzieję, że kreator wzbudzi znacznie większe zainteresowanie, a to zrekompensuje wszystkie te straty z nawiązką.

Tysiąc aplikacji do połowy 2015 roku

Wspomniany produkt kosztuje 999 dolarów. W tej cenie klient otrzymuje kompilację trzech wersji aplikacji oraz przesłanie jej do App Store, Google Play i sklepu z aplikacjami dla Windows Phone. W przyszłości mają pojawić się także wersje na BlackBerry (o ile do tego czasu platforma nie padnie – zaznacza Pawlak) oraz w języku Java – na najprostsze telefony. Te ostatnie w Polsce spotykane są wprawdzie coraz rzadziej, ale Kinetise to produkt oferowany na całym świecie, także w krajach rozwijających się, gdzie smartfony wciąż stanowią mniejszość. Pierwsza aktualizacja jest darmowa, a kolejne będą sprzedawane w tańszych pakietach.
Dotychczas 999 dolarów zapłaciło dwóch klientów. W sklepach jest też kilkanaście innych aplikacji, zrealizowanych w ramach barteru lub promocji. To na tej ostatniej swoje wysiłki skupia dziś Fun and Mobile. A Piotra Pawlaka niemal równie często co przed laptopem można spotkać na kolejnych technologicznych imprezach.
Efekty są już widoczne. Po wizycie na wrześniowej konferencji TechCrunch Disrupt w San Francisco polskim pomysłem zainteresowała się telewizja BBC, która nakręciła o Kinetise reportaż. Prezentacje za granicą budzą zainteresowanie potencjalnych partnerów.
– Prowadzimy rozmowy z dużą platformą blogową na temat aplikacji dla wszystkich jej użytkowników – mówi Piotr Pawlak, podkreślając, że chętnych do współpracy jest jeszcze więcej.
Twórca Kinetise postawił sobie zadanie: sprzedać tysiąc aplikacji do połowy 2015 roku.
– Wierzę, że jest to możliwe. Powiem więcej, jeśli w połowie przyszłego roku nie sprzedamy tysiąca aplikacji, zacznę się martwić – mówi.
Fun and Mobile działa samodzielnie, ale to może się wkrótce zmienić. Pawlak bardzo poważnie myśli bowiem o rynku amerykańskim. Szuka partnera, inwestora, który pomógłby mu w otwarciu drzwi w Dolinie Krzemowej. Bo choć dodatkowego kapitału nie potrzebuje, wie, że aby dotrzeć do amerykańskich klientów, musi się podzielić. Jeśli nie prowizją ze sprzedaży, to zyskiem. A potem?
– Potem chcemy zawojować świat – żartuje Piotr Pawlak, choć jego mina zdradza, że nie jest to tylko żart.

http://kinetise.com
http://pierwszymilion.forbes.pl