Grad migaczy atakuje

Są pierwszą firmą w Polsce, która na tak dużą skalę zajmuje się problemami osób głuchych. Ich wynalazek – Kinec Translator – posiada globalny potencjał, ponieważ wykorzystując najnowocześniejszą technologię umożliwi funkcjonowanie w społeczeństwie 500 tysiącom w Polsce i około 70 mln ludzi na świecie. Migam.pl kibicuje Richard Branson, brytyjski przedsiębiorca i miliarder.

W 2011 roku Przemysław Kuśmierek, informatyk, pracował jako Project Manager w korporacji. Nosił się z zamiarem robienia czegoś na własny rachunek, lecz nie chciał tworzyć kolejnej aplikacji bazującej na konsumpcjonizmie. Znajomy opowiedział mu o niesłyszących rodzicach, którzy po wielu latach pobytu w USA przyjechali do Polski i zostali niemile zaskoczeni brakiem ułatwień dla osób z wadami słuchu. Kuśmierek postanowił zrobić prosty program do komunikacji z osobami głuchymi, na zasadzie wideopołączeń z tłumaczem. Wyłożył swoje oszczędności i namówił kolegę, żeby zainwestował 18 tys. Tu zaczęła się zła passa. Skradziono im cały, nieubezpieczony sprzęt komputerowy. Wspólnik odszedł. Firma borykała się z kłopotami finansowymi i brakiem dobrego modelu biznesowego. Dopiero kiedy po roku do zespołu dołączył niesłyszący Sławomir Łuczywek, osoba aktywnie działającą na polu komunikacji osób głuchych, projekt ruszył z miejsca.

Migam kompleksowo zajmuje się językiem migowym. Udostępnia darmowy tłumacz języka migowego on-line i słownik języka migowego (największy w Polsce, a jeden z większych w Europie). Oferuje też tłumaczenia i szkolenia stacjonarne – ta usługa jest płatna, a korzystają z niej Sejm i Senat, ministerstwa, urzędy, banki oraz firmy prywatne. W planach są tłumaczenia na polski język migowy filmów z Akademii Khana, organizacji non-profit z USA, edukującej poprzez mini wykłady w formie krótkich filmów.

Migam jest autorem kampanii społecznej „Zauważ nasze słowa” oraz współpracuje z Grupą ING, PizzaPortal oraz T-Mobile. Firma była wielokrotnie nagradzana – zdobyła główne nagrody w Startup Heroes 2012, Aulerach 2013, Virgin Academy oraz została wyróżniona w konkursie „Mikroprzedsiębiorca roku 2014”, a Nominet Trust umieścił ją pośród stu projektów internetowych o największym wpływie na społeczeństwo.

W tej chwili trwają zaawansowane prace nad translatorem języka migowego wykorzystującym kamery Kinect, znane z konsoli gier Xbox oraz słownikiem – aplikacją na iPada i Androida. Kinec Translator jest systemem rozpoznawania ruchu, odczytuje gesty języka migowego i zamienia je na tekst lub mowę. Aplikacja będzie dostępna w sklepie Windows Store, na początku na komputery stacjonarne, później zaś zostanie przeniesiona na smartfony, oraz w przyszłości być może na Google Glass. Ze swoimi wynalazkiem Migam wychodzi na rynki zagraniczne, na początek Niemiec, USA i Indii.

KP

Źródła:
http://firma.pb.pl/3701077,71371,migam.pl-lamie-bariery
http://pierwszymilion.forbes.pl/migam-pl-gluchy-chlopak-bedzie-mogl-poderwac-slyszaca- laske-i-na-odwrot,artykuly,156916,1,1.html
http://mamstartup.pl/wywiady/1745/migam-pl-zmienic-rzeczywistosc http://www.kinectranslator.com/pl/

100% medycznej siły

Ma 32 lata i jego życie jest przykładem dynamicznej kariery, popartej ogromną pracą. O sobie mówi, że jest staroświeckim idealistą, który chce spłacić dług wdzięczności wobec kraju. Za swój cel postawił sobie walkę z cukrzycą, a skupił się na pomocy najmłodszym pacjentom.

Wojciech Fendler to lekarz i naukowiec, specjalista w dziedzinie biologii molekularnej i biostatystyki, związany z Kliniką Pediatrii, Onkologii, Hematologii i Diabetologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

W III klasie liceum chciał zdawać na prawo lub marketing. Rok później zdecydował się zmienić profil na biologiczno-chemiczny i złożyć dokumenty na medycynę, na którą dostał się zresztą bez problemów. Na końcu studiów musiał rozstrzygnąć, czy leczyć ludzi, czy rozpocząć pracę naukową. Wybrał drugi wariant.

Fendler specjalizuje się w terapii dzieci z cukrzycą uwarunkowaną genetycznie i tworzy komputerowe modele statystyczne. Współtworzy największy w Europie kontynentalnej rejestr cukrzycy monogenowej, czyli spowodowanej przez mutacje pojedynczych genów. Biostatytystyką, która analizuje dane z kierunków biologicznych, zainteresował się z konieczności. Będąc na III roku studiów potrzebował do swoich badań matematycznego opracowania, zlecił więc to zadanie statystykowi. Choć matematycznie obliczenia były poprawne, w biologii nie sprawdziły się. Postanowił więc sam nauczyć sie potrzebnej metodologii. Dziś jest autorem nowoczesnego programu nauczania z biostatystyki i epidemiologii. Zagadnień tych uczy studentów Wydziału Lekarskiego na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi.

Naukowiec jest stypendystą wielu fundacji oraz inicjatorem projektów badawczych, wspieranych środkami z programów krajowych i unijnych. Na V roku studiów uczestniczył w programie zmniejszenia śmiertelności noworodków w województwie łódzkim. Jego dokonania są zauważane i wysoko oceniane zarówno w kraju, jak i zagranicą. Dwukrotnie został wyróżniony jako najlepszy student UM w Łodzi, a w 2006 roku w konkursie Primus Inter Pares otrzymał tytuł najlepszego studenta medycyny w Polsce. W 2011 roku zwyciężył w konkursie „Zostańcie z Nami” oraz zdobył I nagrodę Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego. W plebiscycie „Polacy z werwą” w 2013 roku w kategorii „Medycyna” zajął pierwsze miejsce i zdobył 50 tys. zł.

KP

ZnanyLekarz wart GoldenLine

Wcale nie za górami, ani za lasami, ale w akademiku Politechniki Warszawskiej był sobie pewien młody student myślący intensywnie o własnym biznesie. Swoje pierwsze pieniądze zarabiał tworząc serwisy internetowe. To wtedy zrodziła się myśl o typowym portalu z ofertami pracy, opierającym się na rekrutacji on-line potencjalnych pracowników.

Obserwując, jak dużym zainteresowaniem cieszą się platformy społecznościowe, Mariusz Gralewski oddał w 2005 roku do użytku GoldenLine. Serwis, na którym nie tylko można było spędzić wolny czas i nawiązać nowe znajomości, ale również znaleźć pracę. GoldenLine stał się ogromną bazą pracowników i pracodawców z fachowo wypełnionymi profilami.

Pięć lat później Mariusz szukał dobrego lekarza specjalisty, a że nikt z jego znajomych nie mógł kogoś sprawdzonego polecić, spróbował znaleźć rozwiązanie w internecie. Serwisy z rzetelnymi opiniami o lekarzach były nieliczne. I w ten sposób Gralewski odnalazł w tym kolejną szansę dla siebie.

Serwis ZnanyLekarz.pl, który Mariusz wykupił za kilkaset tys., został zmodyfikowany i uzupełniony o bazę specjalistów. Portal z miejsca umożliwił wyszukiwanie lekarzy, dodawanie o nich opinii czy umawianie wizyt online. Od 2013 roku, po wprowadzeniu aplikacji mobilnej, serwis określa przede wszystkim lokalizację, dzięki której automatycznie wyszukamy lekarzy w swojej okolicy.

Możliwość umówienia wizyty online jest już dostępna u ponad 100 tys. polskich lekarzy różnego rodzaju specjalizacji. Z internetowej formy rezerwacji terminu konsultacji skorzystało już ponad dwa miliony pacjentów. Zarówno liczba jednych, jak i drugich rośnie z każdego miesiąca na miesiąc. Poza Polską portal działa prężnie również na terenie 25 różnych krajów, m. in. w Argentynie, Indonezji czy Turcji, a bazę buduje ponad milion lekarzy specjalistów na całym świecie. Dodatkowo można też na stronie ZnanyLekarz.pl przeczytać ok. 350 tys. opinii na temat poszczególnych specjalistów, cen czy jakości obsługi.
Już dwa razy udało się Mariuszowi Gralewskiemu stworzyć stabilne firmy z mocnymi fundamentami, których siła opiera się na kreatywnych, zaangażowanych zespołach usprawniających produkt i dostarczających coraz lepszą jakość.

MT

Zdjęcie: media2.pl, flickr.com

3 miliony z „Jakdojade.pl”!

Nie mieli góry pieniędzy na promocję i wielkie kampanie reklamowe. Mimo to, niedawno osiągnęli pułap 3 mln. stałych użytkowników i to tych mobilnych. Jak? Postawili na jakość usługi i marketing szeptany. Metoda okazała się niezwykle skuteczna.

Serwis jakdojade.pl jest wirtualną mapą, która wskaże nam drogę do celu, określi czas podróży i pokieruje do odpowiednich środków transportu, przy okazji powie, gdzie się przesiąść i określi alternatywne drogi dojazdu. Planer dostępny jest na kilku platformach: strona mobilna, internetowa, aplikacje na IOS, Android, Windows Phone.

Bartosz Burek – zarządzający serwisem twierdzi, że najważniejsze przy prowadzeniu tego typu portalu jest aktualność danych. Współpraca z przewoźnikami we wszystkich miastach umożliwia otrzymywanie rozkładów oraz samodzielną aktualizację danych. W tej chwili portal współpracuje z kilkudziesięcioma przewoźnikami z 18 aglomeracji.
Obecnie zespół jakdojade.pl to 11 osób, z czego większość stanowią informatycy. Na początku jednak były to trzy osoby: Bartosz, Artur i Mikołaj, energiczni studenci. Inwestorów pozyskali jeszcze przed uruchomieniem projektu, udało się też zebrać fundusze unijne, co w dużej mierze przyczyniło się do intensywnego rozwoju projektu w jego początkowej fazie. Już od 2011 roku firma utrzymuje się z wygenerowanego zysku.

W przyszłości zespół ‘jakdojade’ planuje wydać taką wersję aplikacji, która uwzględni aktualne położenie pojazdu. Użytkownicy zobaczą na ekranie, gdzie dokładnie znajduje się pojazd, na który czekają. Natomiast w czasie podróży, aplikacja będzie podpowiadać możliwości przesiadek z uwzględnieniem np. opóźnień. W tej chwili możemy obserwować pojazdy jedynie we Wrocławiu i Białymstoku. W dalszych planach jest też możliwość zakupu biletu na przejazd już z poziomu aplikacji ’jakdojade’.

MM

Źródło:
http://mambiznes.pl/artykuly/czytaj/id/6415/ jakdojade_pl_czyli_tak_sie_robi_serwis_z_3_mln_uzytkownikow

Soczysta Purpura kafli w Krzykosach

Rzuciła pracę w mieście i kupiła zrujnowany dworek w popegeerowskiej wsi. Przypadek sprawił, że zajęła się starym, zapomnianym rzemiosłem. Jej firma jest jedynym w Polsce producentem robionych ręcznie kafli cementowych.

Zrezygnowała z pracy w korporacji, bo chociaż zarabiała dużo, musiała poszukać pomocy w psychoterapii. Zaczęła od założenia małego wydawnictwa Niebieska Studnia. W Krzykosach, wsi położonej 90 kilometrów za Warszawą, kupiła dworek. W czasie wędrówek po Mazowszu w jednym z niszczejącym przydworkowych parków znalazła kawałek starego, wyrabianego ręcznie kafla. Spodobał jej się, więc postanowiła kupić takie płytki dla siebie, ale nie było to takie proste. Przed pierwszą wojną wytwarzano je w Polsce, między innymi w Opocznie. Później ta tradycja zaginęła, a obecnie najbliżej można je dostać w Hiszpanii. Poszukując informacji, natknęła się na wzmiankę o małżeństwie z USA, które w Maroku prowadzi manufakturę kafli. To był moment przełomowy – nie chciała się pogodzić z myślą, że to piękne rękodzieło przestanie istnieć w Polsce, postanowiła więc otworzyć swoją własną wytwórnię. Pomysłowi przyklasnął mąż i tak powstała Purpura.

Przyszła właścicielka zapoznała się z mieszkającą w Polsce Hiszpanką Carmen, która szczęśliwym trafem miała w rodzinie wytwórcę kafli. Ten zgodził się uchylić rąbka tajemnicy zawodowej i Iza Sójka pojechała na dwa tygodnie do Hiszpanii, żeby pod okiem mistrza pobierać nauki. Na pomieszczenie do produkcji przystosowała spichlerz należący do jej dworku, co razem z zakupem maszyn wyniosło ją 80 tys. zł. Zanim doszła do wprawy, miała za sobą kilkanaście miesięcy nieudanych prób i eksperymentów. Produkcja ruszyła na początku 2011 roku.

Kafle powstają we wzornikach z metalu, wkładanych do stalowej formy. W szablony wlewa się półpłynną masę cementowo-marmurową zabarwioną pigmentami, zasypuje mieszanką cementową i wsuwa pod prasę. Po wykonaniu płytki schną 4 tygodnie. Kafle nie są tanie – metr kwadratowy kosztuje średnio 350 – 400 złotych, lecz dobór wzorów i kolorów odbywa się na życzenie. Kafle mają uniwersalne zastosowanie, sprawdzą się na podłodze i na ścianach. Motywy często wymyśla sama właścicielka, w czym pomaga jej Carmen, inspirując się historycznymi przykładami z Hiszpanii, Francji i Włoch. Sojka zatrudnia 7 stałych pracowników i dwóch okresowych, a jej mama nadzoruje produkcję.

Purpura zaczęła współpracę z odbiorcą ze Szwecji, który zlecił jej produkcję kafli według zamysłu skandynawskiego projektanta. Strategiczny cel firmy to pozyskanie dystrybutorów kafli oraz promocja Purpury w centrach wzornictwa. W planach jest cementowa umywalka i seria odwołująca się do polskiego folkloru.

KP

http://www.purpura.eu

foto: Franciszek Buchner

Raz na wozie w Zambii, raz pod wozem w Polsce…

Studiował 4 kierunki w ciągu 5 lat, ale żadnych studiów nie ukończył. Został obwołany przez media „najmłodszym polskim milionerem”, choć nie lubi, gdy go tak tytułują. Po 9 latach aktywności wycofał się z dużego biznesu, założył uczelnię, a do Afryki pojechał z hasłem „Biznes jest pomocą”.

Kamil Cebulski działalność zaczął mając 16 lat, gdy firmę założyła mu mama. W 2001 ze znajomymi założył internetowy magazyn o tematyce komputerowej. Samodzielnie uczył się programowania oraz zaczął handlować reklamą.

Później odkupił serwis z opracowaniami lektur dla młodzieży. Ponieważ opłaty za internet były wówczas wysokie, nagrał zawartość serwisu na płyty CD, które później sprzedawał. Na tej metodzie oparł swoją strategię, gdy kupił kilka innych serwisów. Po niecałych dwóch latach wydawnictwo z opracowaniami upadło, ponieważ nadeszły czasy szybkiego, taniego internetu, w związku z czym ludzie przestali kupować to, co mieli za darmo w sieci.

Chcąc zagospodarować firmowy sprzęt do produkcji płyt, Cebulski otworzył drukarnię płyt CD/DVD, która działa do dziś, choć on sam już nie jest jej właścicielem. Rok później założył firmę ESC Poland, która zajmowała się logistyką dla sklepów internetowych. Działała 6 lat i przyniosła duże zyski. Kiedy firmy internetowe zaczęły pozyskiwać fundusze europejskie i nastąpił jednak spadek zyskowności. W 2009 roku Cebulski przekazał ESC wspólnikowi, który miał na nią własny pomysł.

Mając wówczas 25 lat, postanowił wycofać się z dużego biznesu. Fundusze, jakie mu zostały, zainwestował w nieruchomości. Ponieważ był w dobrej kondycji finansowej, zdecydował się zrobić przerwę w działalności typowo zarobkowej. Zajął się organizacją spotkań młodzieży z przedsiębiorcami. Powołał ASBIRO (Alternatywną Szkołę Biznesu i Rozwoju Osobistego), która ma filie w Wielkiej Brytanii, Holandii, Tajlandii i Zambii.

Aktualnie ma 30 lat i pisze bloga. Wyprowadził się z Polski, ale często tu bywa, wydając fortunę na samoloty. W Afryce angażuje się w przedsięwzięcia, które oprócz celu komercyjnego mają znaczenie także społeczne. W Zambii wraz z przyjacielem buduje szkołę i system dostarczania wody oraz organizuje wykłady o przedsiębiorczości .

KP

Zdjęcie: http://www.kamilcebulski.pl/