Bądźmy Ecologic (zni)!

Ecologic to zwycięzca tegorocznego StartupFest Agora 2014. Jest systemem pomagającym kierowcom bezpiecznie i ekonomicznie poruszać się po drogach. Wraz z odpowiednim hardwarem do instalacji w naszym samochodzie, stanowi w pełni zintegrowane, mobilne narzędzie.
Jak to działa? Ecologic wykorzystuje urządzenie wpinane do złącza OBD2 pojazdu ( ang. On-Board Diagnostic level 2) daje możliwość dostępu do danych informujących o stanie pojazdu. Jest wyposażone w czujniki ruchu, akcelerometr, modem GSM i GPS oraz połączone z aplikacją mobilną i portalem online. Zbieranie i przesyłanie danych do kierowcy odbywa się w czasie rzeczywistym.

ecologic
Autorami tego innowacyjnego projektu są Robert Bastrzyk i Emil Żak. Opracowali nie tylko produkt, lecz również aplikację mobilną i sposób komunikacji samochodu ze smartfonem. Po dokonaniu zakupu, otrzymujemy pakiet składający się z trzech części: Ecologic.box -urządzenie wyposażone w czujniki ruchu, akcelerometr, kartę SIM, modem GPS i 3G; Ecologic.app – aplikację dla kierowców w wersji Android i IOS oraz dostęp do Ecologic.portal, gdzie możemy śledzić pojazd za pomocą GPS, a także przeglądać wykonane niezależnie za pomocą systemu, analizy jazdy i wykresy ukazujące kondycję samochodu. Ecologic potrafi odczytać błędy diagnostyczne, sprawdzić stan silnika, czy kondycję akumulatora. Pokaże nam nawet, jakiej części pojazdu dotyczy usterka. A wszystko, dzięki połączeniu z komputerem pokładowym pojazdu.

Co więcej, Ecologic posiada swego rodzaju system motywacyjny dla swoich użytkowników. Dzięki indywidualnej ocenie profilu kierowcy, aplikacja tworzy ranking bezpiecznych i ekonomicznych kierowców. Wysoka pozycja w rankingu skutkuje znacznymi oszczędnościami w wydatkach na paliwo. Pojawia się też element rywalizacji – nagradzanie najlepszych kierowców działa psychologicznie i motywuje do dalszych starań.

MM

Źródła:
www.ecologic.io/pl/
www.antyweb.pl/polskie-startupy-sa-coraz-lepsze-sprawdzcie/

Sukces pisany kolorowymi paznokciami

W ciągu 15 lat Marzena Kanclerska-Gryz zbudowała prawdziwe kosmetyczne imperium. Ta miłośniczka kolorowych paznokci pokonała drogę od pracownicy warszawskiego lokalu kosmetycznego do szefowej sieci profesjonalnych salonów pielęgnacji paznokci i nie tylko. A wciąż ma apetyt na więcej.

Marzena Kanclerska-Gryz rozpoczęła przygodę z branżą kosmetyczną kilkanaście lat temu w salonie na warszawskim Grochowie, następną była Saska Kępa. Dzięki pracy zdobyła doświadczenie i wciąż powiększające się grono stałych klientek. Od kiedy pamięta, pasjonowała ją stylizacja paznokci, więc gdy nadarzyła się okazja, postanowiła otworzyć własną firmę.

W 2005 roku otworzyła pierwszą siedzibę „ Nail Spa ”. Mieściła się przy ul. Chodkiewicza i kosztowała 70 tys. zł – równowartość oszczędności Marzeny. Większość tej kwoty zainwestowała w wynajem lokalu i kupno profesjonalnych lakierów do paznokci. Nie potrzebowała jedynie sprzętu, ponieważ miała swój własny.

Stopniowo salon zyskiwał na popularności, głównie dzięki poczcie pantoflowej i zaangażowaniu Marzeny Kanclerskiej-Gryz, która czuwała, by obsługa była jak najlepszej jakości, a klient opuszczający salon był zawsze zadowolony.

Po pięciu latach przyszła pora na drugi salon. Ten powstał przy ul. Płatowcowej, a w 2011 r. – przy ul. Francuskiej. W ubiegłym roku otworzyła kolejny lokal, w centrum Warszawy.

W tej chwili w ciągu miesiąca salony „ Nail Spa ” odwiedza ponad 500 osób miesięcznie. W ofercie dostępne są usługi fryzjerskie, przedłużanie rzęs innowacyjnymi metodami, masaże, a nawet zabiegi dla mężczyzn – „manicure for men” kosztuje 60 zł. Właścicielka umożliwia też odbycie kursu manicure/pedicure, którego cena waha się między 1 250 a 2 350 zł.

Wśród regularnie uczęszczających klientek „ Nail Spa ” jest wiele gwiazd polskiego show-biznesu. Salon odwiedzają m.in. Monika Olejnik, Anna Dereszowska, Aneta Kręglicka, Małgorzata Socha, Natalia Kukulska. Prawdziwym wyróżnieniem było zrobienie manicure Madonnie i Sharon Stone, gdy odwiedziły Polskę.

Marzena Kanclerska-Gryz koncentruje się na inwestowaniu we własną sieć salonów. Ostatnio została poproszona o bycia ambasadorką w Polsce marki Essie – słynnej firmy produkującej lakiery do paznokci. Nie spoczywa jednak na laurach i myśli o nowych wyzwaniach. Jeszcze do końca 2014 r. planuje otworzyć pierwszy salon w Londynie, a docelowo chciałaby być obecna na rynku też w innych stolicach europejskich.

MM

Lifetramp – spędź jeden dzień z pasjonatem

Jeśli podziwiasz ludzi, którzy żyją dzięki swojej pasji, jeśli zawsze byłeś ciekawy, jak wygląda praca osoby mającej niecodzienny zawód – lifetramp.com jest dla Ciebie idealnym portalem.

Adam Filipowski, współzałożyciel portalu, wpadł na pomysł Lifetrampu w trakcie podróży do Tokio. W natłoku innych projektów odłożył go „na półkę”, by po kilku latach znów do niego wrócić. Wraz z partnerami stworzył serwis społecznościowy, który zawiera profile tzw. Mentorów – ciekawych świata ludzi, którzy prowadzą intrygujący styl życia w najdalszych zakątkach Ziemi. Są tam profile projektantów butów i ubrań, stolarzy, twórców gier planszowych, grafologów, perkusistów itp.

Serwis jest dostępny dla wszystkich, którzy otrzymają zaproszenie od aktywnego użytkownika. Po zalogowaniu mamy już dostęp do bazy i możemy wybrać osobę, której styl życia, zawód lub pasja wydaje nam się najbardziej interesująca. Każdy profil takiej osoby zawiera krótką charakterystykę jej działalności oraz wywiad, dzięki czemu możemy zebrać wstępne informacje o wybranym człowieku. Wystarczy nawiązać z nią kontakt i możemy spędzić jeden dzień z Mentorem, asystować przy jego pracy i zdobywać nowe doświadczenie. A wszystko za symboliczny lunch, który jest uznawany za formę zapłaty.

Być może dzięki Lifetramp pozytywnie „zarazisz się” nowym hobby, a może nawet zmienisz swoje życie? Jedno jest pewne: dzień z osobą uprawiający niestandardowy zawód będzie pasjonujący i z pewnością zapamiętasz go na długo.

MM

Źródło:
www.natemat.pl/92585,lifetramp-serwis-dla-poszukiwaczy-alternatywnych-modeli-zycia
www.foch.pl/foch/1,132037,15926877,Lifetramp___nowy_spolecznosciowy_serwis
__ktory_pomoze.html

Jak Polacy podbijają wschód – polskie technologie behawioralne w Rosji i na Ukrainie

Od pomysłu wspólników do międzynarodowego sukcesu – tak w skrócie określić można Nextclick.pl, zaawansowaną technologicznie platformę content marketingową, opracowaną przez specjalistów z LeadBullet S.A., która łączy interesy wydawców, marketerów i użytkowników Internetu. Dziś, narzędzie to zaimplementowane jest w serwisach ponad 1000 wydawców w Polsce i aktualnie wdrażane u wydawców na rynkach wschodnich, dokładnie w Rosji i na Ukrainie, gdzie notuje rekordowe odsłony.

Pozyskać dziś uwagę użytkownika i zainteresować go treścią jest coraz trudniej. Wszystko za sprawą ogromnej i stale zwiększającej się liczby treści, które każdego dnia publikowane są w sieci. Efektem tego są kurczące się zasoby uwagi użytkownika, który nie rzadko musi poświęcić wiele czasu, aby znaleźć w sieci to, co naprawdę go interesuje i odpowiada na jego problem, potrzebę. Włas Chorowiec i Mariusz Gil w 2011 roku wyszli z założenia, że problem ten będzie narastał i pojawi się na rynku potrzeba technologicznych rozwiązań, które go zniwelują. Tak zrodziła się koncepcja platformy Nextclick.pl, która służy do behawioralnej analizy zachowań użytkowników, sugerowania treści redakcyjnych oraz kompleksowej emisji reklam w oparciu o faktyczne zainteresowania i intencje zakupowe Internautów.

O tym, że mieli rację świadczą liczby. Nextclick.pl jest zaimplementowany w ponad tysiącu serwisach największych wydawców w Polsce m.in. takich jak: Axel Springer, Agora, Gremi Media, Bonnier, Burda etc. i dociera do ponad 17 milionów użytkowników. Od kwietnia 2014 roku, LeadBullet S.A. wdraża swoje rozwiązanie także w Rosji oraz na Ukrainie, gdzie dociera już do ok. 11 mln Internautów. Warto zaznaczyć, że niektóre podsystemy składowania danych obsługują ponad 100.000 operacji zapisu/odczytu na sekundę, a oprogramowanie obsługujące targetowanie ponad 110 mln zapytań dziennie.

Od dwóch lat zespół developerów nieustannie rozwija aplikację, wyposażając ją w coraz to nowsze funkcjonalności i mechanizmy służące analizie danych. Dość powiedzieć, że obecnie na wydrukowanie kodu źródłowego potrzeba by było kilkudziesięciu tysięcy stron… Miesięcznie infrastruktura serwerowa obsługuje ponad miliard requestów i ta liczba dynamicznie rośnie” – informuje Mariusz Gil, współzałożyciel i CTO LeadBullet S.A.

Projekt realizowany na taką skalę jest sporym wyzwaniem technologicznym. Wypracowane przez ekspertów LeadBullet S.A. rozwiązanie analizuje zachowania w sieci każdego z milionów użytkowników indywidualnie. Dokładnie, jakie treści czytają, czym się interesują, jak wygląda zmiana tych zainteresowań. Wszystko po to, aby użytkownikom sugerować treści, które odpowiadają ich potrzebom i oczekiwaniom, dzięki czemu dłużej pozostają w danym serwisie czytając treści, co naturalnie przekłada się na ich wyższe zaangażowanie w serwisach wydawców. Dla przykładu, na Ukrainie, gdzie Nextclick.pl dostępny jest w serwisach wybranych wydawców od trzech miesięcy, takie podejście zaowocowało średnią klikalnością na poziomie 6.36%. Ten wynik, przy rynkowych reklamowych CTR’ach na poziomie 0,1%, jest imponująco wysoki i potwierdza skuteczność narzędzia.

Rozwój Nextclicka.pl w Rosji i na Ukrainie to początek ekspansji spółki LeadBullet na Wschodzie.

Ogromnie cieszy nas udane wejście na rynki zagraniczne i dynamika z jaką się rozwijamy – informuje Włas Chorowiec, współzałożyciel i prezes LeadBullet S.A. I dodaje „ Nieustannie inwestujemy w naszą technologię, aby dostarczać usług na najwyższym poziomie i pozytywnie zaskakiwać rynek. Wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie dla nas rekordowy także pod względem przychodów, które szacujemy na poziomie 10 mln złotych w samej Polsce”.

Nextclick, dzięki zaawansowanej technologii umożlwiającej analizę ogromnych baz danych w czasie rzeczywistym, wprowadził nową jakość w rekomendowaniu treści contentowych oraz reklamowych użytkownikom. Dzięki niemu, każdy użytkownik otrzymuje polecenia artykułów, filmów i innych treści zgodne ze swoimi zainteresowaniami, marketerzy trafiają z przekazem dokładnie do swojej grupy docelowej a wydawcy zatrzymują na dłużej użytkownika w swoim serwisie i zwiększają jego zadowolenie z odwiedzin portalu.

red.

Gry edukacyjne dla maluchów

„W Apple tkwi przekonanie, że technologia to za mało. Wierzymy, że dopiero technologia polączona z humanizmem daje wyjątkowe rezultaty” – Steve Jobs

Technologie pozwalające ludziom zanurzyć się w multimedialnym oceanie istnieją stosunkowo niedawno, lecz są już rozpowszechnione niemal na całym świecie. Rozmaite gadżety, tablety, smartfony dają wprost nieograniczone możliwości nie tylko komunikowania się, lecz także rozwoju osobistego. Niestety, najczęściej współczesny człowiek ze wszystkich możliwości wybiera jedną – rozrywkę. W związku z tym zapotrzebowaniem codziennie powstaje wiele gier oraz innych aplikacji, które zaspokajają potrzeby użytkowników, których znaczną część stanowią dzieci. Stąd też gry przeznaczone dla maluchów powinny służyć rozwojowi i spełniać funkcję edukacyjną, ale takich aplikacji jest niewiele.

Jedną z bardziej interesujących jest projekt edukacyjny DrOmnibus, stworzony przez Bogumiłę Matuszewską wraz z kolegami, we współpracy z psychologami dziecięcymi. Aplikacja ta służy rozwojowi intelektualnemu dzieci, szczególnie tych z deficytami rozwojowymi. Gra ta ma jednakże uniwersalny charakter, toteż mogą się nią bawić wszystkie dzieci. Rodzice mogą więc bez obaw pobrać aplikacje na tableta i grać z dzieckiem.

DrOmnibus istnieje w dwóch wersjach: Home i Pro. Ta ostatnia jest stworzona z myślą o pracy terapeuty z dzieckiem. Obrazy, dźwięki oraz animacje są atrakcyjniejsze niż tradycyjne rysowanie. Jeszcze jedną zaletą tej aplikacji jest możliwość obserwowania postępów dziecka. Projekt edukacyjny DrOmnibus jest skierowany do dzieci od drugiego roku życia. Istnieje w języku polskim, angielskim oraz szwedzkim. Wersje Home i Pro są płatne. Istnieje także wersja bezpłatna, zawierająca trzy gry: Na wsi, Szafa i Magiczne słowa.

Anastazja Iwanczenko

Źródło:
www.terapiaztabletem.pl/startujemy/
www.dromnibus.com/

Kalwin by się nie spodziewał… (refleksje startupowe)

Protestanci zmienili podejście do pieniądza. Nie po drodze było im umartwianie się w nienawiści do doczesnego świata. Woleli odrzucić pokutny bicz, by przed pójściem do nieba zrobić dobry interes.

Statek Mayflower złapał atlantycki wiatr wolności. W 1620 roku dopłynął do brzegów Ameryki Północnej. Spod jego pokładu wyszła na ląd wycieńczona garstka religijnych uchodźców z Europy. Prócz nadziei na przetrwanie, ludzie ci nieśli ze sobą nową myśl. Współtworzył ją jeden z przywódców reformacji ­ Jan Kalwin. Z szeregu głoszonych przez niego tez, koncepcja predestynacji zasługuje na szczególną uwagę. Mówiła ona, że zbawienie człowieka jest z góry przesądzone. Niezależnie od naszych poczynań Bóg już ma rozplanowane pośmiertne losy. Dokładnie wie, kto trafi do nieba, a kto do piekła. Jednak może ukazać swoją sympatię, poprzez zesłanie faworytowi dobrej, finansowej passy. Ten oto wyznacznik Kalwin uważał za kluczowy. Zarabianie pieniędzy postrzegał za cnotę, ale musiała iść za tym wstrzemięźliwość, skromność, uczciwość i ciężka praca. Ów bagaż reguł pomógł w budowie kapitalizmu. Dzisiejsza przedsiębiorczość karmi się tą spuścizną. Na początku dwudziestego stulecia w fabrykach Henry’ego Forda stała się rzecz niezwykła. Taśmy produkcyjne przeobraziły dotychczasowe oblicze przemysłu. Tony metalowych elementów zmierzały w stronę wysuniętych, robotniczych rąk. Każdy z pracowników dokładnie wiedział, jaka funkcja przysługuje mu w tej wielkiej maszynerii. Jeden przykręcał klamkę, drugi montował błotnik. Wprawdzie byli ludźmi, utrzymywali rodziny, po pracy chadzali na piwo, ale na swoich stanowiskach w hali produkcyjnej, jakby wrastali w gąszcz pokręteł i trybików. Stawali się braćmi obcęgów, młotków i śrubokrętów. Nieco „odczłowieczani”. Turkot odpalonych silników śmiał się prosto w twarz wynędzniałym przedstawicielom wymierających zawodów. „Masowy rynek. Masowy odbiorca. Seryjność. Ścisły schemat. Ujednolicenie” – huczały hasła marketingowe. A dopiero co ożywiony kordon samochodów rozbrzmiewał w oddali na mnożących się nitkach autostrad.

Idea tayloryzmu (od nazwiska amerykańskiego wynalazcy i inżyniera – Fredericka W. Taylora) znacznie wpłynęła na koncepcję Henry’ego Forda. Zakładała ona pozbawienie pracowników kontroli nad procesem produkcji. Grupa decydentów ograniczała ich, nakazując wyłączne skupienie się na przydzielonych zadaniach. Dyscyplina, synchronizacja i uległość wobec przełożonych były podstawą organizacji ­ tzw. „systemu małego zaufania”. Uznawano go za przepis na maksymalizację wydajności i standardów produkcji. Robotnicy musieli pożegnać się z indywidualną inicjatywą i kreatywnością. Lewicowi działacze burzyli się na samą myśl o tym stanie rzeczy. Czy zatrudnieni w fabrykach samochodów mieli faktyczne powody do nieszczęścia? Nie da się zaprzeczyć, że praca na najniższych szczeblach nie grzeszyła różnorodnością. Mimo to, Henry Ford wiedział jak podwyższyć morale swoich podwładnych. W kilku fabrykach dał podwyżkę do pięciu dolarów tygodniowo, co na ówczesne czasy było przyzwoitą sumą pieniędzy. Po niedługim wpychaniu banknotów do skarbonki, właściwie każdy z robotników mógł pozwolić sobie na zakup automobilu. Z pewnością czuli się lepiej, konstruując to, na co było ich realnie stać. Apoteoza jednostki, nowe środki przekazu, dywersyfikacja klientów… zepchnęły powyżej opisany fordyzm na karty historii. Ale niezupełnie. Co jakiś czas wychodzi on z ukrycia i daje o sobie przypomnieć, zaznaczając, że jego system uformował potrzeby naszych czasów. Pod pewnymi względami jest ojcem masowego konsumpcjonizmu. Ta masowość produkcji i rynku oderwała się z czasem od przestarzałego tayloryzmu i ewoluowała w nowszą generację – postfordyzm. Kreuje go tzw. „gospodarka oparta na wiedzy”, której rozwój opiera na innowacjach, wykorzystaniu potencjału nauki, techniki oraz twórczej pracy grupowej. Dzisiejsza przedsiębiorczość niewiele zyska z przestarzałych, zamkniętych, robotniczych horyzontów. Jej przeznaczeniem jest szybować po sukces na skrzydłach wizjonerstwa i śmiałych projektów. Nie bez przyczyny na naszym portalu piszemy o polskich firmach startupowych. W nich jest przyszłość. W nich jest nadzieja…
Melchior Sędzimir